studia

Za co kocham technikę Feynmana?

Nie będę ukrywać, że nauka zawsze przychodziła mi z łatwością i podejrzliwie patrzyłam na wszelkie metody efektywnego uczenia się – bo po co mam poprawiać coś, co działa? Ale – jak zwykle – jest pewien wyjątek, o którym chciałabym Ci dzisiaj opowiedzieć. To technika Feynmana, którą często stosowałam przypadkiem, a która jest zaskakująco potężnym narzędziem, jeśli chcesz coś dogłębnie zrozumieć.

Nic dziwnego. Jej autor – Richard Feynman – był fizykiem i noblistą, o którym mówiono, że jest w stanie wytłumaczyć nawet najbardziej złożone kwestie każdemu. Sekretem był nie tylko jego wspaniały umysł, ale przede wszystkim fakt, że dogłębnie rozumiał tłumaczone zagadnienia – dzięki temu wiedział, jakich analogii może użyć, aby maksymalnie uprościć temat, przy jednoczesnym zachowaniu jego kluczowych cech.

Hej ty. Tak, ty! Ty też możesz poczuć się jak noblista z fizyki. Jak?

Przede wszystkim musisz wyobrazić sobie, że musisz wytłumaczyć to, czego chcesz się nauczyć, laikowi. Możesz wykorzystać do tego celu znajomego ośmiolatka, gotowego słuchać twoich naukowych wywodów albo najlepszego przyjaciela, który notorycznie nie chodzi na zajęcia, a potem dwa dni przed egzaminem wpada w panikę i prosi o pomoc (been here, done that, hej Kuba). Zawsze możesz też mówić do samego siebie (polecam, zwłaszcza kiedy wspomniany wcześniej przyjaciel jeszcze nie panikuje).

Co dalej? Po prostu zacznij tłumaczyć temat. Pamiętaj, że zwracasz się do osoby, która nie ma pojęcia, o czym mówisz, więc musisz używać jak najprostszego języka. Zapewne szybko napotkasz na ścianę – wtedy musisz wrócić do źródeł i doczytać to, czego nie wiesz. Ale samo doczytanie nie wystarczy – powinieneś zrozumieć to na tyle, by móc wyjaśnić to własnymi (nadal najprostszymi możliwymi!) słowami. Spokojnie, luki w wiedzy są normalne, a nam przecież zależy na pozbyciu się ich. Dlatego jeśli czegoś nie wiesz – doczytaj.

A potem zrób to jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. Używaj coraz prostszych analogii, upraszczaj używany język. W pewnym momencie będziesz w stanie swobodnie rozmawiać o czymś, o czym kilka dni wcześniej nie miałeś zielonego pojęcia – szaleństwo!

Jak to objawia się w życiu codziennym? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to rozmowy przed kolokwium, kiedy usiłuję wytłumaczyć znajomym kwestie tak, aby zrozumieli je w 15 minut. Dzięki temu ja też je utrwalam – klasyczna sytuacja win-win. A w dłuższej perspektywie? Cóż, zaczęłam łapać się na tym, że większość nowo poznawanych zagadnień staram się od razu pojąć tak, aby potrafić je maksymalnie uprościć – warto nawet w trakcie wykładu próbować szukać przykładowych analogii i pytać o ich poprawność.

A potem możesz słuchać komplementów od zdumionych kolegów, jak to możliwe, że tłumaczysz lepiej od prowadzącego rzeczy, które usłyszałeś pięć minut wcześniej. Dobry uczuć, oj dobry.

Rozumienie rzeczy przynosi o wiele większą frajdę niż bezmyślne kucie na pamięć, więc ostrzegam, że technika Feynmana wciąga. Kto wie, może w przyszłym semestrze zawalczysz o stypendium?

Python, koty i kolorowe skarpetki.