inne

Podsumowanie 2018 roku

Przyznaję bez bicia – ostatni tydzień spędziłam totalnie, totalnie nieproduktywnie: spotkania z rodziną i znajomymi, odkrywanie uroków Netflixa (1983 jest naprawdę spoko) i pochłanianie nieprzyzwoitych ilości gorącej herbaty z sokiem. Do tego trochę analizowania tego, co stało się w zeszłym roku i myślenia o tym, co przyniesie kolejny. Jeszcze kilka tygodni temu uznałabym to za skrajne lenistwo, bo jak można odpoczywać, kiedy znajomi z uczelni w pocie czoła działają dalej i kodują.

Ale teraz nie.

Wydaje mi się, że od początku studiów nie byłam o siebie tak spokojna jak teraz. Co ma być to będzie.

Ogólnie 2018 był dziwnym rokiem, chociaż na początku nic tego nie zapowiadało. W ciągu kilku ostatnich miesięcy zweryfikowałam kilka relacji i przeszłam od etapu „w sumie nie zależy mi na programowaniu”, przez „o mój Boże, nic nie umiem, muszę wziąć się w garść” i „robię zdecydowanie za mało, muszę robić więcej”, aż po obecny spokój. I chociaż było mi ciężko, to teraz jestem w stanie spojrzeć na ten rollercoaster łaskawszym okiem, ba!, widząc w nim nawet więcej pozytywów niż wad. W końcu jeśli powiodłoby mi się to, co nie wyszło, pewnie pisałabym teraz w Javie bez większej radości i poczucia celu, nie rozwinęłabym kilku nowych przyjaźni i nie poznała siebie. No i nie założyłabym bloga.


Chciałoby się rzec, że przeszło się przez rok z podniesioną głową. Ale nie ma co stawiać sobie zbyt wysokich wymagań. Wystarczy stwierdzić, że nie była to głowa zbyt nisko pochylona.

Zwierz Popkulturalny, o tutaj.

Powiedzieć, że zgadzam się z tym cytatem to jak nic nie powiedzieć. I z pewną radością muszę stwierdzić, że faktycznie, przeszłam ten rok z głową niezbyt pochyloną i zrobiłam kilka całkiem fajnych rzeczy. Chcecie wiedzieć, jakich?

I tak wam powiem.

1. Wstąpiłam do Geek Girls Carrots. Okej, „wstąpiłam” to może zbyt duże słowo. Po prostu byłam na tyle odważna, żeby napisać do dziewczyn maila, spotkać się z nimi i… tyle. Nie było wielkiej rekrutacji, liczyło się po prostu to, że chcę działać i chyba tym kupiły mnie całkiem. Pomoc w organizacji karotkowych wydarzeń sprawia mi bardzo dużo frajdy, a poza tym pozwala na spotkanie wielu ciekawych ludzi. Nie mogę już doczekać się nowego roku i nowych wyzwań!

2. Wystąpiłam na scenie podczas „Galaktyki Kobiet” w Centrum Nauki Kopernik. Wkręciłam się w to wydarzenie przypadkiem, podczas pierwszego meetupu Geek Girls Carrots, w jakim brałam udział. Miałam możliwość opowiedzieć licealistkom o swojej drodze na Politechnikę Warszawską i dać im kilka dobrych rad. Z perspektywy czasu mam do swojego wystąpienia wiele uwag, ale wynika to też z tego, że od września (kiedy cały event miał miejsce) sporo zrozumiałam sporo rzeczy i jeszcze więcej się nauczyłam, więc na tej podstawie mogę docenić swój progres. Yay!

3. Dostałam stypendium rektora. Hej, to pretty big deal! Udało mi się osiągnąć najwyższą średnią na roku, dzięki czemu wiem, że nie jestem taka znowu głupia i każdego miesiąca jestem bogatsza o tych kilka stówek. Aż chyba zacznę regularnie chodzić do kina.

4. Wzięłam udział w programie IT For SHE. Tutaj czuję pewien niedosyt i na pewno w przyszłym roku będę chciała zarekrutować się tam ponownie i w pełni wykorzystać potencjał. W tym roku brałam udział w wolontariacie, w ramach którego najpierw wraz z innymi wolontariuszkami przeszłyśmy dwudniowe szkolenie, a potem rozjechałyśmy się po Polsce, aby pokazywać nowe technologie dzieciakom w małych miejscowościach i wsiach. Przyznaję, że idea jest mi szczególnie bliska, bo sama pochodzę z takich terenów i nadal wydaje mi się, że poznałam programowanie przez przypadek. Kto wie, ile takich przypadków możemy sprawić wolontariatem? I ja nadal chcę być tego częścią.

5. Odwiedziłam siedzibę Google w Warszawie. To było coś, czego się totalnie nie spodziewałam – po prostu pewnego dnia dostałam na LinkedIn zaproszenie na Google Backstage w warszawskiej siedzibie. To było coś niesamowitego – przez cały czas pobytu tam byłam onieśmielona, ale wyszłam z mocnym postanowieniem, że kiedyś chcę pracować dla Google. Być może teraz nie jest to moim głównym celem, ale kiedyś… Kto wie.

6. Widziałam „Spiderman: Into The Spider-Verse.” Tak, ten film zasługuje na oddzielny punkt. Jest fantastyczny i w dwie godziny uleczy wasze skołowane 2018 rokiem serduszko. Sio do kina.

A w 2019 rok mam zamiar wkroczyć w rytm „What’s Up Danger”, do czego i Was namawiam. Jeszcze będzie fajnie.

Python, koty i kolorowe skarpetki.